skserowany aż do zaniku, aż do przezroczystości
GG: 1760477
Tlen: jajksik

Blog > Komentarze do wpisu
#91
W nocy nigdy nie widać tęczy, a szkoda, a szkoda. Smutna to prawda.

Rodzina jako źródło cierpień, trawestując Freuda. Pod takim hasłem mijają ostatnie dni i nic nie wskazuje na to, że sytuacja ma się poprawić. Familijny aparat opresji obnaża od czasu do czasu swoje kły, jeśli chce się być ze współlokatorami (bo jak inaczej ich nazwać? To, że mieszkamy pod jednym dachem jeszcze nie oznacza, że jesteśmy rodziną) zbyt szczerym i otwartym na dyskusje. Na przykład - przykład:

Ja: Mamo, dlaczego mi ciągle mówisz, że jestem gruby? Wszyscy moi znajomi mi mówią, że nie jestem.
Mama: [śmiech] Synku, bo tylko twoja kochana mama jest z tobą szczera. Oni ci tak tylko mówią, bo się wstydzą powiedzieć ci prawdy.
Ja: Dlaczego nie mieliby być ze mną szczerzy?
Mama: Bo cię nie kochają jak rodzina.
[milczenie, Mama wyciąga pranie z pralki]
Ja: Nawet mój kolega gej powiedział, że jestem chudy.
Mama: [patrząc podejrzliwie] Bo pewnie cię podrywał.
Ja: Przestań, on ma chłopaka w Londynie.
Mama: [wzdycha] No właśnie... Gejostwo się szerzy.
Ja: [wprawiony w lekkie osłupienie] No przestań! Już przed Chrystusem jakiś tam chiński cesarz podarował swojemu ukochanemu całą chińską prowincję...
Mama: Ale ja przecież nie mówię, że to wynalazek naszych czasów. Tylko niech się nie afiszują i nie mówią, że to normalne, skoro nie jest normalne...

I tak dalej, i tak dalej. Albo (uwaga - brutalna szczerość) jestem zbyt akademicko-intelektualny i lewicowy jak na moją rodzinę, albo coś z nimi nie tak. Oczywiście, doktryn rodzinnych ta druga możliwość nie wchodzi w rachubę. Jestem rodzinnym freakiem i tak już pozostanie.

Totalny marazm; ofertę wyjazdu do Birmingham w wakacje przyjąłem z początku z zapałem, później moje oklapłe morale nie pozwoliło mi nawet na porządną rozmowę z rodzicami na ten temat. Chyba najwyższy czas na wyprowadzkę. Najwyższych po temu czasów było już w moim życiu wiele i, jak widać, taplam się wciąż w tym samym domowym bajorku.

Joanna W. powiedziała dziś (oczywiście cytując kogoś, bo "jak mówił Richard Rorty..."), że zaprzestanie zrzucania winy za swoje neurozy na rodziców jest świadectwem dorosłości. Paradoksalnie, piękna, różowiutka pupa, którą dzierga dla mnie pracowicie mama, jest przeszkodą nie do ominięcia, więc - TO ICH WINA.

środa, 23 maja 2007, paradzwoniec

Polecane wpisy

  • Thanks for watching

    Dziękujemy za uwagę.

  • #94

    Czytuję ostatnio w praktykopracy bloga Haliny Bortnowskiej , polecam. Czytuję, jeśli mam czas i nie pożerają mnie wyrzuty sumienia, że bezproduktywnie trwonię m

  • #93

    Jakżeż ja się uspokoję - pełne strachu oczy moje, pełne grozy myśli moje, pełne trwogi serce moje, pełne drżenia piersi moje - jakżeż ja się uspokoję ... Mój Bo

Komentarze
Gość: Som, *.gorzow.mm.pl
2007/05/24 01:58:09
No tak, ja ledwo skończyłam liceum i jeszcze cierpię na myśl o mieszkaniu z rodzicami dodatkowego miesiąca. O nie, nie. Jest taki okres w życiu młodego człowieka (blabla) kiedy trzeba się wyprowadzić, bo życie z kimś kto wciąż nas kontroluje po prostu szkodzi na psychike. Dla mnie ten dzień nastał 3 lata temu, ale niestety wtedy nie było mi dane sie wyprowadzic, na szczescie to już blisko. Wyprowadź się, J., wyprowadź.

Co do rodziców, to jak ja Cie dobrze rozumiem, ja tez zawsze byłam gruba, bo za plecami moi znajomi mnie obgadywali i nie chcieli mi powiedzieć prawdy, a geje to choroba (wg taty), mama uważa że to nienormalne.

Poza tymi rzeczami to rodzina jest fajna, tylko po prostu to jest nienaturalne, żeby w pewnym wieku jeszcze mieszkać z rodzicami bo oni nigdy nie przestana nas kontrolowac. Jak mój brat przychodzi to ejst cierpliwy w czasie dyskusji, jak ja dyskutuje, to mnie cholera bierze i dlatego oni myślą że brat jest fajniejszy. Ja tez bede fajna, jak juz nie bede mieszkac z nimi pod jednym dachem. Wystarczą w sumie 2 miesiace w Szkocji, zeby juz nasze stosunki poprawiły sie o 200%. Po powrocie z pół miesiaca żyjemy jak najlepsi kumple i tak bedzie po wyprowadzce. :]
-
Gość: o. mainard, *.109.192.213.cable.satra.pl
2007/05/26 00:11:02
Hmm... mi tak między 6 a 12 rokiem życia mówili - grrruby. Nie jest to miłe, ale buduje charakter... róznica polega tylko na tym, ze koledzy i kolezanki, ciocie i wujki, sąsiadki i przypadkowo spotkani na ulicy ludzie mówili mi to samo... ja tam dalej twierdze, ze z moją wagą było wszystko w porządku! I do tej pory nie wierze w żadne diety! Jak miałem 10 lat ważylem 75 kilo, teraz mam 24 i tez ważę 75 - diety sriety ;)