skserowany aż do zaniku, aż do przezroczystości
GG: 1760477
Tlen: jajksik

RSS
wtorek, 29 listopada 2005
#32
B A R I E R K A
(tytuł symboliczny)

Dramat heroikomiczny w trzech aktach.

Osoby:
- Łukasz - z przydługimi włosami, w czarnym, skórzanym płaszczu do kolan i torbą przewieszoną przez ramię
- Babcia A - w moherowym berecie i białej, połyskującej kurtce
- Babcie B i C - w kurtkach w panterkę i beretach z aplikacją
- Babcia D - z rozbieganymi oczami, w wełnianej czapce
- Pan - lat około 50-ciu, wąsaty
- Pan Kierowca Autobusu - wąsaty i brodaty, z wydatnym mięśniem piwnym
- Pani Kioskarka - z tlenionymi włosami

AKT I
Miejsce akcji: przystanek autobusowy koło kolejki SKM na Przymorzu.

Babcia A: Jak to Stoltzman?! Co za Stoltzman?!
Pan: No Kwaśniewski to Stoltzman! Nie wiedziała pani?!
Babcia A: Bożesztymój, tyle tych Żydów wszędzie... Pamiętam, pamiętam, Żydzi to w szabas tylko chodzą i nic nie robią, nie sprzątają! A kto musi sprzątać za nich? Goje! Tak! Polacy muszą sprzątać, bo Żydzi mają szabas!
Pan: Tak, tak... Wie pani, Tusk nie mógł zostać prezydentem, bo miał dziadka w Wehrmachcie, a Kwaś... Stoltzman mógł, bo miał ojca w KGB. Przecież to oczywiste. Układ Warszawski o tym mówił. W rządzie też sami Żydzi.
Babcia A: Tak, że też tych dzieciaków teraz nie uczą normalnych rzeczy, żeby potem nie wybierali takich ludzi z KGB! Tylko jakaś literatura, Mickiewicz... Na co im Mickiewicz, ja się pytam! Zobaczy pan, za 20 lat to tu już nic nie będzie, niż demograficzny sam będzie tylko...
Pan: Dokładnie... I ci geje jeszcze... Tak, oni to sobie mogą protestować, a jakby pani protestowała, to panią zaraz uciszą i do pierdla. Bo geje to mogą, a normalni ludzie to nie!
Babcia A: No tak... I teraz ciągle te banki nowe zakładają ci Żydzi... [pauza] Och, gdyby nie pan, to bym się na śmierć zanudziła na tym przystanku, bo autobus nie przyjeżdża i nie przyjeżdża... Teraz to ludzie już nie mają o czym ze sobą rozmawiać...
Pan: A, widzi pani, taka psychologia. Taki mają ludzie lęk, że udają, że się nie widzą. Jeden z drugim nie porozmawia... O, jedzie!
Babcia A: No, wreszcie 199. Już się doczekać człowiek nie może... Dziękuję panu, do widzenia!

[Wszyscy wsiadają do autobusu. Kurtyna.]

AKT II
Miejsce akcji: autobus, przód.

Kierowca: No niechże się pan odsunie. Są przepisy. Za barierkę, bo nie ruszę.
Łukasz: Ale tu nie ma żadnej barierki...
Kierowca: Jest, jest, proszę pana... Proszę za barierkę. Bo nie ruszę. Są przepisy.

[Faktycznie, barierka, wciśnięta między pasażerów powędrowała nie bez trudu w stronę kierowcy, zamykając Łukaszowi przejście do reszty autobusu.]

Kierowca: Są przepisy. Proszę za barierkę. Bo nie ruszę.
Łukasz: [z trudem przeciskając się między barierką a czyimiś plecami] Przepraszam za wszelkie niedogodności związane z barierką. To te przepisy, wie pan...

[Tłum w straszliwym ścisku jedzie na następny przystanek. Wsiadają Babcie B i C.]

Babcie B i C: I jak my mamy przejść przez tę barierkę?
Kierowca: Są przepisy. Proszę przejść za barierkę. Bo nie ruszę.
Babcie B i C: [gramoląc się przez barierkę] Dziękujemy, dziękujemy, przepraszamy... Dziękujemy... Przepraszamy, mógłby się pan przesunąć...? Dziękujemy...

[Autobus podjeżdża do następnego przystanku.]

Babcia B: Jak ja teraz mam wysiąść?
Babcia C: [pauza] Niech pani pod barierką się przeciśnie...

[Babcia B przeciska się pod barierką, autobus dojeżdża do następnego przystanka.]

Babcia D: [do Łukasza Jaronia; grzmiącym głosem] PANI WYSIADA?
Łukasz: Yyyy... Tak. [Wysiada. Kurtyna.]

AKT III
Miejsce akcji: kiosk.

Łukasz: Nie ma pani Lucky Strike'ów?
Pani Kioskarka: Nie, ale mam Red&White'y, podobno są podobne...
Łukasz: Eeee... Nie bardzo.

[Kurtyna.]

19:52, paradzwoniec
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 28 listopada 2005
#31
W. powiedziała, że psycholog kazał jej prowadzić bloga. Dobry pomysł. Odkrywczy.
Śniło mi się, że matka zrobiła zapiekankę z mojego żółwia. Ojciec pokroił go w plastry, tylko głowa biednego zwierzaka łypała na mnie z politowaniem oczkami. Wszystko na mnie patrzy z politowaniem, nawet to, co mi się przyśni.
Kurwa, kurwa, kurwa. Jestem rozstrojony i zdenerwowany. Z niczym nie nadążam, z własnej winy zresztą.
Wciąż dół po sobocie. Niektórzy mają szczęście w życiu. Może potrafią łapać okazje, a ja nie potrafię? Wydaje mi się, że to raczej im okazje przytrafiają się częściej niż takim ludziom jak ja.
Nie mam czego słuchać, bo wszystkie płyty już mi się znudziły, palę tradycyjnie za dużo i dobrze mi z tym. Kurwa, kurwa, kurwa.

Czytał Lucjan Szołajski.

23:06, paradzwoniec
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 listopada 2005
#30
No i kolejny chujowy weekend za nami, proszę państwa.
Część I: wspaniały sobotni wieczór w Sopocie zamienił się w kłótnię, następnie, już tylko we dwójkę z O., musieliśmy znajleźć miejsce do wypicia czegoś ciepłego we Wrzeszczu - wszystko pozajmowane. Uratował nas zagraniczny kapitał Donalda McDonalda. W środku, z głowami opartymi na dłoniach, przy herbacie za 2.50 i kawie za 4 złote analiza chujowości wieczoru plus kontemplowanie upiornie śmiejących się dzieci na naściennym malowidle. Papierosów wypalenie za dużo, do domu wrócenie za późno, uczenie się słownika żadne.
Część II: pobudka o 11:00 (wcześnie, jak na niedzielę), nauka 30 pojęć. Następnie chamskie wyjście na papierosa na 20 minut przed autobusem do dziadków, którym miałem jechać z rodzicielką i bratem. U dziadków pierogi, powrót do domu (dwa papierosy). I nic. Nic zupełnie. Za chwilę "Blue Velvet" w telewizji. Przynajmniej Lynch nie zapowiada się chujowo.
22:55, paradzwoniec
Link
 
1 , 2 , 3 , 4