skserowany aż do zaniku, aż do przezroczystości
GG: 1760477
Tlen: jajksik

RSS
poniedziałek, 27 listopada 2006
#79
Dzięcięciem będąc, miałem książeczkę, która opowiadała o niebieskim zajączku. Wyprodukowała go fabryka zabawek Świętego Mikołaja i zajączek był smutny, bo żadne dziecko nie chciało mieć niebieskiego zajączka, bo przecież nie ma takich w naturze (chociaż kto wie, nastała epoka genetycznych manipulacji). Zajączka w końcu ktoś przygarnął, niemniej przy każdej lekturze (a czytywałem książkę często) było mi przeraźliwie smutno z powodu losów biednego, niechcianego zajączka; czasem zdarzało mi się płakać, bo przecież to strasznie niesprawiedliwe, że niebieskie zajączki mają być gorsze od innych. To straszne, w jak wielkim stopniu takie banalne na pierwszy rzut oka historyjki odciskają piętno na psychice człowieka. Może teletubisie są mniej inwazyjne. W każdym razie: jeśli będziecie kiedyś rodzicami albo zetkniecie się z jakimś dzieckiem, nie czytajcie mu dołujących książeczek. To spacza, zaprawdę powiadam wam.
23:20, paradzwoniec
Link Komentarze (3) »
środa, 22 listopada 2006
#78
Gwoli informacji: już mi przeszło.

Ostatnio, jadąc na Matarnię w celach zarobkowych, doświadczyłem po raz pierwszy od dłuższego czasu przyjemności jazdy z Panem Wariatem i ojcem tegoż. Dla tych, którzy się nie orientują: w Gdańsku jest sporo Panów Żuli i Panów Wariatów. Najsłynniejszymi przedstawicielami obu tych gatunków są Babcia Siatka, Pan Masturbator i Pan Wariat. Pan Wariat jest rudym, brodatym mężczyzną około 30-tki, autobusami jeździ przeważnie z ojcem, również brodatym, który trzyma go za krawędź kurtki. Pan Wariat - jak dowiedziałem się z wiarygodnego źródła, czyli od mojej uczennicy Żanety - jest owocem kazirodczego związku Pana Ojca Wariata z Panią Babcią (czy też Matką) Wariata. Pan Wariat jest upośledzony umysłowo w stopniu bardzo wysokim, co widać - objawy są oczywiste: bujanie się na krześle, wydawanie nieartykułowanych dźwięków, charakterystyczny wyraz twarzy i specyficzna motoryka. Kiedy Pan Wariat ze swoim ojcem wsiadł do autobusu, wokół nich od razu zrobiło się mnóstwo miejsca. Pan Wariat siadł na siedzenie i rozpoczął swój obrzęd bujania, zaś jego ojciec stał oparty o tylną szybę wgapiając się w przestrzeń. Atmosfera - jak to się mówi - siadła; rozmowy nagle ściszyły się do konspiracyjnego szeptu, a ich tematy oscylowały wokół Pana Wariata. Wymieniano się plotkami, ploteczkami, doświadczeniami - bo najwyraźniej 9 i pół na 10 pasażerów tej linii miało już ze wspomnianą parą styczność. Ja zresztą również, ale z racji braku towarzystwa, z nikim się moją wiedzą na temat Pana Wariata podzielić nie mogłem.
Pan Wariat i Pan Ojciec Wariata jeżdżą autobusami najwyraźniej przez cały dzień. Może nie mają nic innego do roboty, może jeżdżą w jakimś konkretnym, acz zagadkowym celu - nie wiem. Pojawiają się w różnych miejscach miasta, wśród niedoświadczonych siejąc zamęt i zgrozę, zaś wśród obeznanych z problemem - zażenowanie, litość i zwyczajną niechęć.

Odnoszę wrażenie, że Pan Wariat to ucieleśnienie człowieka pozbawionego "zbawiennego" wpływu kultury, zamkniętego i czystego, nieskalanego perswazją, moralnością. Ucieleśniony instynkt, brakujące ogniwo. Psychicznie niezrzeszony. Ludzie traktują go jak zwierzę bez kagańca, niewytresowane, trzymane przez Pana Ojca Wariata na smyczy, którą stanowi poła kurtki. Chyba podświadomie dziękują ewolucji, że pozwoliła im być normalnymi, cywilizowanymi. Być może jest w tym jakaś słuszność; w końcu postęp polega na wypieraniu "dobrego" przez "lepsze", a zanim pojawiło się "dobre", musiało przecież być "złe". Inteligencja wyparła głupotę, mózg - bezmóżdże. Czasem warto sobie o tym przypomnieć, kiedy widzi się objazdową wystawę jednego eksponatu Homo Preculturicus.

20:33, paradzwoniec
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 listopada 2006
#77
Powinienem już iść spać, albo chociaż próbować zasnąć. Jutro na 8:00, nowoczesne techniki składu z Magistrem Inżynierem. A ja nie śpię, za dużo kawy, za dużo papierosów, za dużo mnie we mnie, za mało mnie gdzie indziej, gdziekolwiek. Szkoda, że są kontury, wolałbym się wylać poza siebie, rozlać dookoła, mieć spokój. Skóra trzyma mnie w ryzach, w całości. Może dlatego niektórzy się tną, żeby się porozlewać po rzeczywistości, wyjść z granic, wyjechać za granicę siebie, zwiedzić okoliczne podłogi, meble, wanny i umywalki, powsiąkać w bandaże.
Próbowałem dziś napisać wiersz. Nie wyszło, i tak opublikowałem na JL. Nie oczekuję niczego konstruktywnego, bo słabych wierszy się nie komentuje konstruktywnie, a dobrych tym bardziej, bo one nie potrzebują krytyki.
Boję się, jestem przerażony od dobrych kilku dni. Zbieram się w sobie, wzbieram. Mimo to, nie mogę się rozlać, nie mam skóry, wszystko mnie boli, każdy dotyk, jakby dotykano mojego mięsa, wtykano palec w otwartą ranę. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a nie dotykali, nie jątrzyli. Ja już nie mogę mieć tatuaży, ja mam wszędzie blizny, cały zbudowany jestem z blizn, jakoś tak mówił Świetlicki.

"Matka odchodzi" Różewicza jest przejmujące. Do mojego wiersza wciąż nikt nawet nie zajrzał. Idę do łóżka. Dobranoc.

00:06, paradzwoniec
Link
 
1 , 2 , 3