skserowany aż do zaniku, aż do przezroczystości
GG: 1760477
Tlen: jajksik

RSS
sobota, 30 września 2006
#66
30 września, sobota. Zachmurzenie duże.

Don't walk the plank like I did
You will be dispensed with
When you've become inconvienent
In the Harrowdown Hill
Where you went to school
That's where I am
That's where I'm lying down

Did I fall or was I pushed?
And where's the blood?

I'm coming home
To make it all right
So dry your eyes

Don't ask me
Ask the ministry

Can you see me when I'm running
Away from them

I can't take their pressure
No one cares if you live or die
They just want me gone
They want me gone

We think the same things at the same time
We just cant do anything about it
There are too many of us so you can't count

It was a slippery slippery slippery slope
I feel me slipping in and out of consciousness

/Thom Yorke, Harrowdown Hill/

I tak w kółko, w kółko, w kółko.

19:43, paradzwoniec
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 września 2006
#65
Wszedłem do pokoju pełnego obrazków rozwieszonych na ścianach. Ciotka Gienia rozpoczęła kurtuazyjną rozmowę z panią, która miała przekazać mi, biednemu studentowi, część swojego rzekomo bogatego księgozbioru (pominę powody). Okazały księgozbiór okazał się długim na jakieś dwa i pół metra i wysokim na półtora regałem obstawionym książkami. Nie jest to najbardziej imponująca kolekcja jaką widziałem - pomyślałem sobie. - Ale w końcu za darmo. Myliłem się. Nie co do ceny, co prawda, ale co do dostania. Otóż miła staruszka zapytała mnie, co mnie interesuje (- Poezja... - No poezję to chciałam sobie zostawić. - O, "Dekameron" ma pani... - "Dekameron" też chciałam sobie zostawić.), po czym oświadczyła, że w sumie to na razie nie może mi niczego dać, bo ma przyjść jej siostrzenica i ona sobie coś weźmie i że z pewnością to rozumiem jako wielbiciel książek (oczywiste, że zrozumiałem), po czym zaprosiła ciotkę i mnie na herbatę i podziwianie dość kiczowatych widoczków, scenek rodzajowych i wazonów z kwiatami, namalowanych przez jej siostrę (oczywiście, wszystkie były piękne). Po godzinie rozmów z ciotką na temat złego cholesterolu i pelargonii, pani staruszka wzięła ode mnie numer telefonu i obiecała zadzwonić, jak tylko przyjdzie siostrzenica i przetrzebi jej księgozbiór. Obawiam się zatem, że z obiecanego Balzaka, Dostojewskiego i innych nie zostanie kamień na kamieniu i kartka na kartce.

Na koniec chciałem pozdrowić Gosię P., która się boi pająków.

23:56, paradzwoniec
Link Komentarze (1) »
środa, 27 września 2006
#64
W głośnikach Leonard Cohen charczy mi, że nie ma żadnych listów w skrzynce, a ja przeżywam sobie mój prywatny Sturm und Drang.
Porządkowanie czegokolwiek w moim wydaniu zawsze kończy się zrobieniem jeszcze większego burdelu niż wyjściowy, ale nie spodziewałem się, że ta zasada obowiązuje także w przypadku mojej głowy. Siedząc sobie samotnie w tawernie-z-widokiem-na-morze-o-każdej-porze próbowałem porozmyślać o różnościach z kawą i papierosem, ale skończyło się to dziwacznym uczuciem, jakie mnie ogarnęło, a którego nawet nie podejmę się opisywać, ze względu na to, że, jak mówi Poeta, w ludzkim języku nie ma na to głosu. Dość, że jestem zmęczony robieniem niczego, to jeszcze dodatkowo dobijam się myśleniem. A nie jest to myślenie puste, tylko pełne. Pełne komplikacji i zaskakujących nawet mnie wniosków późne oświecenie. Sturm und Drang, grzmi i napiera jak chyba nigdy dotąd.
23:05, paradzwoniec
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3