skserowany aż do zaniku, aż do przezroczystości
GG: 1760477
Tlen: jajksik

RSS
poniedziałek, 31 października 2005
#20
Oczy wychodzą mi z orbit, chyba nerwy wzrokowe zgniły i teraz biedne gałki nie bardzo się trzymają. Żeby się rozejrzeć po pokoju muszę kręcić głową i męczyć kark, bo przy próbie przeniesienia wzroku o kilka centymetrów w bok mam wrażenie, że ktoś zaraz wepchnie mi te cenne organy gdzieś w okolice potylicy. Interesujące, że kiedy człowiekowi wydaje się, że ma jakieś 38 stopni gorączki, ma 36.4. Kurczę, może ja po prostu stygnę i drętwieję?
Włosy, włosy są nieposłuszne i wyglądają, jakby były niemyte od tygodnia. Co gorsza - bolą. Bolą mnie włosy, cudownie...

Poza tym: włączam telewizor, a tam pies wychodzący z jogurtu przypomina mi, że zbliża się Halloween. O ile się nie mylę, nasze Halloween kiedyś nazywało się Dziady. I właśnie: my mamy tylko cztery części "Dziadów", a ile części "Halloween" mają Amerykanie? Z dziesięć co najmniej! W Ameryce wszystko jest lepsze i większe... Ale znowu robię dygresje, w każdym razie, pies powiedział, że mam kupić te jogurty z których wyskoczył, bo dodają do nich gratis naklejki świecące w ciemności. - ŁAŁ! - powiedział pies. - Spieprzaj, Dziadu! - warknąłem do niego, żeby było aktualnie i rdzennie polsko. Nie będzie halołin pluł nam w twarz, nie damy pogrześć Dziada!

22:34, paradzwoniec
Link Komentarze (4) »
niedziela, 30 października 2005
#19
Wydarzyło się dużo, ale nie mam ochoty tego wszystkiego opisywać. W telegraficznym skrócie: kłótnia z rodzicami, noc u M. (bezsenna). Pomyślałem sobie, że są w życiu takie noce, które zmieniają ludzi.
Ale ta akurat nie.

"Piaf" w Teatrze Miejskim w Gdyni cudowna. Polecam.

Jestem jakiś niewyraźny jak pani w reklamie Rutinoscorbinu. Wezmę tabletkę, reklama dźwignią handlu.

00:22, paradzwoniec
Link Komentarze (2) »
środa, 26 października 2005
#18
Dni bywają teraz dziwne. Wraca człowiek do domu o 23:10 i bolą go kolana. Wraca, otwiera drzwi, a tu ciemno. Wszyscy śpią. Zdejmuje cicho płaszcz, buty i idzie do pokoju, włącza komputer. A tam co? A tam Gośka załatwia człowiekowi debiut w periodyku literackim (pierdolpierdoperdoperiodyku, rzekłby Świetlicki). Dziwne.

Tak, dobrze wam się, drodzy państwo, wydaje. Oto się chwalę, oto autopromocja, chwila dla fotoreporterów.
Tak naprawdę jestem trochę przerażony. Podniecony, przerażony, zadowolony, wdzięczny, także zawiedziony - bo czytam te swoje wypociny i - bez kokieterii - stwierdzam, że są co najmniej niedopracowane. Panu Wydawcy podobały się wiersze, których ja nie uważam za nic wielkiego, to może trzeba poczekać. Hold your horses, mawiają Amerykany. Ale tu koniki narowiste, ponoszą.
Nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął się martwić: ale to na papierze, raz wydrukowane, a zostaje na zawsze. Ale to w mieście innym, dalekim; czemu sam się nie zakręciłem i nie szukałem czegoś w Gdańsku? No dobrze, brak mi odwagi. Ale w takim razie - co później? Ledwo się sam umiem ubrać i nakarmić, a jeszcze miałbym o siebie i swoje wypociny zadbać? Przecież nie mogą mnie wiecznie wyręczać inni.

Nie chcę się już zadręczać jakimiś wydumanymi problemami. Jestem ucieszony - to odpowiednie słowo. A że na papierze? To tylko papier, można się nim podetrzeć albo spalić. Bułhakow pisał, że rękopisy nie płoną. Dobrze, że piszę na komputerze.

00:36, paradzwoniec
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7